„Organizator odpowiadał za to, żeby nam się krzywda nie stała, ale krzywda fizyczna, a nie psychiczna” – mówi Kaja Klimkiewicz, uczestniczka wyborów Miss World

    Kaja Klimkiewicz
    1000 700 Barbara Dąbrowska-Górska

    Chcesz zajrzeć za kulisy wyborów Miss World? Przeczytaj rozmowę z Kają Klimkiewicz, która specjalnie dla Ciebie opowiada, jak to jest być jedną z najpiękniejszych kobiet na świecie. Kaja w 2016 roku wygrała wybory Miss World Poland i pojechała do Waszyngtonu na wybory Miss Świata. Ten wyjazd zostawił wiele śladów, i tych pozytywnych, i tych negatywnych. Jak wybory wpłynęły na Jej pewność siebie, stosunek do diety i szacunek do własnego ciała? Przeczytaj!

    Pamiętasz, co lubiłaś jeść jako dziecko? Byłaś niejadkiem czy takim dzieckiem, które pochłaniało każde ilości jedzenia?

    Do jedzenia zawsze trzeba było mnie zaganiać, bo ja nigdy nie miałam czasu na posiłki, zawsze było tak dużo rzeczy do zrobienia. Tak mi zostało do dziś. Kiedyś to mama biegała za mną z zegarkiem w ręku przypominając, że pora zjeść, a w dorosłym życiu zdarza mi się o tym zapominać. Nie byłam totalnym niejadkiem, w zasadzie jedzenie było mi obojętne, bo byłam tak zajęta zabawą. Nie byłam problematyczna pod kątem jedzenia, ale posiłki często były mi nie na rękę, bo przecież w tym czasie mogłam jeździć na rowerze (śmiech). Jednak kiedy byłam głodna, to potrafiłam się o swoje upomnieć. Pamiętam jedno moje ukochane danie, które jadałam przede wszystkim latem. To był kompot truskawkowy z kluskami. Gdy mama pytała, co bym zjadła to chciałam tylko to…Zimą za to mam ochotę przede wszystkim na kwaśne dania – kapuśniak czy zupę ogórkową.

    Jakie komunikaty o jedzeniu wyniosłaś z domu? Co mówiło się u Ciebie przy stole? Czy rodzice zwracali uwagę na to, jak wyglądasz, ile ważysz?

    U mnie w domu sporo mówiło się o jedzeniu, bo moja mama zawsze przywiązywała wagę do zdrowej diety i aktywnego stylu życia. Czasem zdarzało się, że gdy w szkole ktoś miał chipsy, to ja się z ukrywałam z tym, że je zjadłam, nie chciałam o tym mamie powiedzieć. Ja nie mogłam jeść takich rzeczy, bo ja jadłam jabłuszka (śmiech). Nie odbierałam tego jednak w kategoriach przesady, z perspektywy czasu doceniam tą dbałość mamy o dietę. Inne dzieciaki w moim wieku miały popsute zęby, a ja nie, niektórzy mieli problemy z otyłością, a ja zawsze byłam aktywna, wysportowana i zdrowa. Prawie w ogóle nie chorowałam! Choć czasami byłam zła na mamę, gdy koleżanka z ławki mogła przynosić słodkości do szkoły. Wtedy mi to przeszkadzało, ale teraz widzę, że to było dla mnie dobre. 

    Oboje moi rodzice są genetycznie szczupli i gdy na początku liceum trochę przytyłam, to rodzice zwrócili na to moją uwagę, jednak nie dobierałam tego w kategoriach ataku, a raczej troski.

    Kiedy dowiedziałaś się, że Twoje ciało przyciąga uwagę? Czy ten fakt zwiększył Twoją żywieniową czujność?

    Moi rodzice przygotowali mnie na to, że moje ciało może zwracać uwagę. Zostałam wychowana w poszanowaniu dla inności, odmienności, ale nie było w tym oceniania, „Bo ktoś jest gorszy, a ktoś lepszy”. Te rozmowy miały bardziej charakter informacyjny, uświadamiały, że różnimy się między sobą. Jednak fakt, że przyciągam uwagę sprawiał, że czułam pewien rodzaj dumy, to mi się podobało, było dla mnie satysfakcjonujące. Na tamtym etapie nie stosowałam żadnych diet i zakładałam, że to ciało, które mam zostanie ze mną na zawsze, że takie jest i nie muszę się wysilać, by dobrze wyglądało.

    Kaja Klimkiewicz kandydatka do Miss World
    Zdjęcie: Kaja Klimkiewicz/Archiwum prywatne

    Najpierw były wybory Miss World Poland – jak wspominasz ten czas w kontekście dbania o siebie i zdrową dietę?

    Moja przygoda rozpoczęła się we wrześniu 2016 roku, a ja miałam 19 lat. Znajomi wyciągnęli mnie na krótki wypad na Mazury, ale zamiast na Mazury pojechaliśmy na casting do Miss World Poland. Ja nic o tym nie wiedziałam! To właśnie z tego castingu trafiłam do finałów wyborów, które potem wygrałam. Całe wybory to w zasadzie był tylko jeden dzień przygotowań, a potem od razu finał. 

    Przed finałem miałam taką myśl w głowie, że muszę uważać na to, co jem. Miałam świadomość, że spotkam się z samymi super szczupłymi dziewczynami i dlatego czułam presję, że ja muszę im dorównać. Choć z perspektywy czasu widzę, że już wtedy byłam bardzo szczupła. Odstawiłam słodycze, mówiłam sobie „sorry, to nie jest ten moment”, ale nie pomijałam posiłków, nie głodziłam się, na to przyszedł czas w Stanach…

    Przeczytaj także: Body positive – ruch, który zmienia sposób myślenia

    To już “głęboka woda”, wyjazd do Waszyngtonu na wybory Miss World i 3 miesiące katorżniczej pracy. Czy dziewczyny, kandydatki do tytułu wzajemnie wywierały na siebie presję dążenia do jeszcze szczuplejszej figury?

    Na początku zgrupowania mocno sobie pomagałyśmy, ale im bliżej finału, tym większa konkurencja, klapki na oczy i działam tylko dla siebie, na swoją korzyść, każdy idzie po swoje. Wbrew pozorom między nami nie było „ciśnienia” na jedzenie, kontrolowania wzajemnego talerzy. Również organizatorzy „teoretycznie” nie określali nam żadnego dietetycznego rygoru. Zazwyczaj miałyśmy do dyspozycji „szwedzki stół”, ale dania były niskokaloryczne. Mimo to te 3 miesiące zgrupowania skończyły się dla mnie dużym spadkiem wagi, bo choć ograniczeń nie było, to nie miałam kiedy jeść, cały czas byłam na nogach, prawie nie spałam. To też ogromny stres.

    Zdarzało mi się, że potrafiłam nie zjeść nic przez 2-3 dni z rzędu (cisza).

    Czy od organizatorów zdarzało Wam się słyszeć uwagi na temat wyglądu ciała?

    Tak, zdarzało się! Mnie już w Polsce powiedziano, że mogłabym trochę schudnąć, a w Waszyngtonie byłyśmy mierzone, ważone, sprawdzane, kontrolowane. Każda z nas miała zapisane w kontrakcie, nazywam to cyrografem z diabłem, wymiary, wagę i to się nie mogło zmienić na plus, bo jak się okazuje, ze schudnięciem nie było problemów. Wszystko było zanotowane co do centymetra. Złamanie takich zapisów z kontraktu mogło wiązać się z naprawdę dużą karą umowną. Nie można było przefarbować włosów, skrócić włosów, zrobić sobie botoksu, miałaś być dokładnie taka, jak w dniu wygranej wyborów krajowych.

    Jedna z dziewczyn pożyczyła ode mnie sukienkę, bo nie zmieściła się w swoją sukienkę, która była dla niej szyta na finał.  Ostatecznie wyszła na scenę, ale jakie były jej dalsze losy tego nie wiem.

    Kaja Klimkiewicz Miss World Poland 2016
    Zdjęcie: Kaja Klimkiewicz/Archiwum prywatne

    Czułaś dużą presję, miałaś obniżone poczucie wartości?

    Oj tak, bo wiesz, w Polsce wybory Miss to przygoda, ale są kraje, gdzie dziewczynki od małego są przygotowywane do tego, by wyjechać na konkurs Miss World. Takie dziewczyny były „zrobione”, niektóre miały wydłużone chirurgicznie nogi, wycinane żebra, nie wspominając już o poprawianych ustach, piersiach. One jeść nie muszą, one mają wygrać i dlatego muszą być chude.

    To jest zaszczepiona presja, że jesteś, żyjesz tylko po to, by wygrać.

    Dla nich to się wydaje normalne. Przy nich byłam „szarą myszką” z Polski, która nie ma doświadczenia, jest sobą, jest nastolatką (wtedy maturzystką), która nie za bardzo potrafiła się w tamtym momencie umalować i odnaleźć. Czasem myślałam, że jestem beznadziejna, że nic sobą nie reprezentuję. W takich warunkach każdy odczuwałby spadek poczucia własnej wartości.

    Jakie konsekwencje dla ciała miał Twój wyjazd na wybory Miss World?

    Pod koniec zgromadzenia po prostu fizycznie brakowało nam sił. Psychicznie też byłyśmy wykończone, bo emocje zmieniały się jak w kalejdoskopie, od euforii po czarną rozpacz i ogromną tęsknotę za rodziną. Zdarzało się tak, że dziewczyny były tak wycieńczone, że często mdlały, spałyśmy po 3-4 godziny na dobę. Organizm był zmęczony, mniej odporny i faktycznie padałyśmy „jak muchy”. Nie miałyśmy nawet siły, by cieszyć się tym, że za moment finał. Organizatorzy zapewniali nam opiekę lekarza, mieliśmy swoich opiekunów grupy, którzy w praktyce tylko nas strofowali. Nie było za to pomocy psychologa. Organizatorzy wychodzili z założenia, że musimy radzić sobie same. Organizator odpowiadał za to, żeby nam się krzywda nie stała, ale krzywda fizyczna, a nie psychiczna. 

    A wiesz co? Przypomniała mi się historia z zupełnie innego wydarzenia, ale powiązana z tematem diety.

    Na jednym z pokazów, na drzwiach garderoby modelek wisiała karteczka „nie dokarmiać modelek”.

    Nie wiem co powiedzieć…

    Do dziś zastanawiam się, kto wpadł na taki „oryginalny” żart.

    Kaja Klimkiewicz prywatnie
    Zdjęcie: Kaja Klimkiewicz/Archiwum prywatne

    Wróciłaś do Polski i co dalej?

    Gdy wylądowaliśmy w Polsce moja własna mama minęła mnie na lotnisku, bo mnie nie poznała – tak bardzo schudłam. Ja nie dostrzegałam tego, jak bardzo się zmieniłam, ale mama minęła mnie, jak obcego człowieka. Z dziewczyny która miała biodra, biust, pupę zmieniłam się w chodzącego patyczaka, z żebrami na wierzchu. Wyglądałam na 10 lat starszą, bo moja skóra poszarzała, zapadły mi się oczy, byłam blada i anemiczna. Pamiętam tą chwilę bardzo dokładnie, bo poczułam się zszokowana, rozczarowana i smutna. Nagle do mnie dotarło, co się stało.

    Przeczytaj także: Błędne koło odchudzania – 5 sygnałów, że przesadziłaś z dietami cud

    Jak długo dochodziłaś do siebie?

    Przez ponad 8 miesięcy nie miałam okresu. Choć moja waga się unormowała, to zostały problemy hormonalne, byłam słaba, miałam złe wyniki badań, często mdlałam. Wróciłam do Polski i wciąż restrykcyjnie się kontrolowałam.

    Choć już nikt mnie nie oceniał, to ja sama zaczęłam sobie to robić, element rywalizacji został we mnie zakorzeniony bardzo mocno.

    Po 8 miesiącach wrócił okres, ale on wciąż był bardzo nieregularny. Niektóre konsekwencje fizyczne tych 3 miesięcy w Waszyngtonie odczuwam do teraz. Dziś do całych tych wyborów miałabym więcej dystansu…

    Czy doświadczenia pracy w modelingu odcisnęły piętno na tym, jak traktujesz swoje ciało, jak je postrzegasz?

    Wiesz, jestem teraz znacznie bardziej doświadczona i świadoma, mam perspektywę. Teraz dużo bardziej niż wtedy lubię swoje ciało. Moja waga nie ma dla mnie już takiego znaczenia, choć wciąż zwracam na to baczną uwagę. To nie oznacza jednak, że destrukcyjne zachowania związane z dietą zupełnie zniknęły, one są, ale troszkę zakurzone. W trudnych chwilach, gdy jest mi ciężko psychicznie potrafią wrócić.

    Patrząc wstecz, mając na karku kilka lat więcej, podjęłabyś jeszcze raz decyzję o wejściu w świat miss i modelingu? Co doradziłabyś młodej dziewczynie, która dopiero zaczyna? Co doradziłabyś samej sobie?

    Weszłabym w to jeszcze raz, ale z mniejszym zaangażowaniem i presją. To była ciekawa przygoda, nikt mi tego nie odbierze. Sobie powiedziałabym „Porządnie zastanów się, czy na pewno wiesz w co się pakujesz!”. Trzeba być świadomym swoich ograniczeń i zwracać uwagę na to, co mówi organizm, nie zajeżdżać się na maksa, bo niby w imię czego.

    Dziękuję że podzieliłaś się swoim doświadczeniem!

    Zdjęcie okładkowe: Church of the King/Unsplash

    Barbara Dąbrowska-Górska
    Autor

    Barbara Dąbrowska-Górska

    Dietetyk z powołania, z wyższym wykształceniem żywieniowym! Praca z Pacjentami daje mi ogromną satysfakcję. Wiem, że mam swój udział w dłuższym i lepszym życiu moich podopiecznych! Na co dzień piszę także bloga eksperckiego. Stworzyłam Pozytywną Dietetykę, pomagam odzyskać zdrową relację z ciałem. Napisz do mnie na adres e-mailowy: kontakt@barbaradabrowska.pl. Chcesz skorzystać z mojej pomocy? Zamów indywidualną dietę online. Umów się na konsultację online. Kup gotowe jadłospisy.

    Wszystkie wpisy autora Barbara Dąbrowska-Górska

    Zostaw komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.